Karmel Maryi Matki Nadziei

i św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Ełku

12 lat naszej obecności w Ełku
" św. Teresa od Jezusa O, piękności, która przewyższasz wszelkie inne piękności! Nie raniąc, boleść zadajesz, i boleśnie wygaszasz miłość do stworzeń. O, więzi, co łączysz dwie tak nierówne rzeczy! Nie wiem, dlaczego rozwiązujesz, bo przecież wiążąc, moc dajesz, by cierpienia za dobro uważać. Złączyłeś tego, co nie jest bytem, z Bytem nieskończonym: nie kończąc, kończysz, nie mając kogo miłować, kochasz i wywyższasz naszą nicość. "

św. Teresa od Jezusa

Dzień Życia Konsekrowanego zachęca do zadania pytań tym, którzy takie życie wybierają. Na wątpliwości Marty odpowiadają s. Benedykta oraz s. Joanna z Karmelu Maryi Matki Nadziei i św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Witynach koło Ełku.

— Słyszałam w jednym z kazań, że zakon jest taką rodziną. Jeżeli tak, to co z rodzeństwem, rodzicami...?

— Droga Marto. Tak, zakon jest rodziną, ale nieco inną niż rodzina, w której się wychowaliśmy. Warto wsłuchać się w słowa Chrystusa: Oto moja matka i moi bracia, bo kto pełni wolę Ojca mojego, ten jest mi bratem, siostrą i matką. Rodzina zakonna oznacza takie właśnie więzi: z Jezusem Chrystusem oraz z braćmi i siostrami. Głębokie więzi, jakie może stworzyć tylko sam Bóg.

Kiedy Bóg powołuje człowieka, daje łaskę. W niej zawarta jest siła do pokonania trudności związanych z opuszczeniem swoich bliskich (domu rodzinnego, przyjaciół). W istocie jednak nigdy nie opuszczamy tych, których kochamy, ponieważ w Bogu miłujemy ich o wiele bardziej prawdziwie, bezinteresownie. Miłość taka sięga poza zasłonę doczesnego świata i kieruje się ku przyszłości. Pragniemy bowiem spotkać się ze wszystkimi naszymi bliskimi w wieczności i za ich zbawienie ofiarujemy nasze życie i powołanie.

— W jaki sposób realizować swoje powołanie wtedy, kiedy cała rodzina jest przeciwna takiej decyzji?

— Czasami trzeba poczekać. Bóg, dając na przykład córce powołanie zakonne, daje jednocześnie rodzicom powołanie na rodziców siostry zakonnej, osoby przez Niego konsekrowanej. Tak samo jest z rodzeństwem. Trzeba pomóc im to odkryć. Czasami jednak zdarza się, że potrzebne jest świadectwo zdecydowanej woli pójścia za Panem, nawet jeśli spotyka się to z oporem rodziny. W konkretnej sytuacji warto zasięgnąć porady mądrego kapłana.

Często zdarza się, że najbliżsi stawiają wielki opór wobec naszej decyzji pójścia do zakonu. Jak wtedy realizować powołanie? Nie jest to po ludzku łatwe, ale znów z pomocą przychodzi łaska. Każdy, kto szczerze realizuje swoje powołanie, prędzej czy później doświadcza, że bliscy zmieniają nastawienie. Jeśli zależy im na naszym szczęściu, a widzą je, stykając się z nami, dochodzą dość szybko do stwierdzenia: najważniejsze, abyś ty była szczęśliwa. Z czasem nawet najbardziej oporni zaczynają odczuwać radość z tego, że członek ich rodziny został wybrany przez Boga. Oni przez to czują się też wybrani.

— Jak rozpoznać, co jest powołaniem, a co ucieczką od problemów życia w świecie?

— Najłatwiej rozpoznać to po gotowości na trud i ofiarę z siebie. Kto wybrał drogę powołania zakonnego, uciekając od problemów życia w świecie, wkrótce zacznie uciekać od problemów związanych z każdą inną formą życia. Prawdziwe powołanie nie lęka się trudów. Jest gotowe na ofiarę, pracę, nawet cierpienie związane z pójściem za Chrystusem. Wie, że On nigdy nas nie opuści. Kto szuka drogi łatwej i wygodnej, szybko się wycofa.

Przed problemami życia nie ucieknie się nigdy i nigdzie. W zakonie też jest ich mnóstwo, tylko jeśli ma się prawdziwe powołanie, to problemy potrafi się przekraczać i człowiek mimo cierpień i zmagań, czuje się szczęśliwy i spełniony. Jeśli zaś nie ma powołania, problemy tak go przytłoczą, że będzie udręką dla siebie i innych. Ważne jest, by stawać w prawdzie i umieć przyznać się do tego, czy jestem na właściwym miejscu, czy realizuję moje najgłębsze pragnienia.

— Bóg powołał nas do życia w szczęśliwości. Czy siostry, wybierając zakonną drogę, są szczęśliwe? Czym dla sióstr jest szczęście?

— Bardzo cenne i ciekawe pytanie, ale podobno nikt nie potrafi na nie dać odpowiedzi, ponieważ głębia ludzkiego serca i jego pragnień jest tak wielka, że ani największe bogactwo, ani sława i kariera, ani nawet wielka ludzka miłość i szczęśliwa rodzina nie wystarczą, aby człowiek mógł szczerze powiedzieć: mam wszystko, czego pragnę, moje serce jest w pełni zaspokojone. Gdyby nawet taki okrzyk wyrwał mu się w doświadczeniu najgłębszej radości, nie będzie trwał zbyt długo. Ta chwila przeminie. Każdy z nas wie natomiast, czym jest brak pełnego szczęścia, czym jest tęsknota za spełnieniem najgłębszych marzeń. Każdy z nas zna głód pełni. Tylu ludzi próbuje się nasycić, kupując coraz to nowe rzeczy: samochód, potem lepszy model i jeszcze lepszy, szybszy, nowszy... a serce wciąż doznaje dojmującego głodu. Modne stroje... coraz lepsze i więcej, jeszcze coś reklamują, jeszcze bardziej atrakcyjne... a serce wciąż cierpi, nie doznając nasycenia. Pieniądze, znajomości, sława... a serce wciąż jest przekonane, że gdyby zdobyło coś jeszcze, doznałoby nasycenia. A potem zawód. Pustka. I ciągle nadzieja, że kolejna iluzja nas nasyci. Tymczasem szczęście jest najgłębszym nasyceniem serca. Jest pokojem i spoczynkiem. Jest doświadczeniem bezpieczeństwa w dłoniach dobrego Boga. Jest doświadczeniem światła na drodze życia, sensu wydarzeń i własnego działania, przyjaźni ze Słowem Bożym. Jest głębokim uciszeniem wobec Bożej Miłości. Jest pewnością, że dobro zwycięży, nawet jeśli chwilowo zło zdaje się triumfować. Jest życiem w obecności Boga. Jest także czynieniem dobrze innym, zapominaniem o sobie, aby innym sprawiać radość. Ile szczęścia daje każdy gest bezinteresownej miłości, wie każdy, kto tego spróbował.

Prawdziwe szczęście jest tylko w Bogu. On jest jego źródłem. Wszystko to, za czym tęsknimy, jest tylko słabym odbiciem tej jedynej, wielkiej tęsknoty, którą każdy z nas nosi w sercu – tęsknoty za samym Bogiem.

Oprac. Monika Rogińska


Źródło: http://martyria.diecezja.elk.pl