Karmel Maryi Matki Nadziei

i św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Ełku

12 lat naszej obecności w Ełku
" św. Teresa od Jezusa   Niech nic cię nie smuci, niech nic cię nie przeraża, wszystko mija, lecz Bóg jest niezmienny. Cierpliwością osiągniesz wszystko. Temu, kto posiadł Boga, niczego nie braknie. Bóg sam wystarczy. Solo Dios basta! "

św. Teresa od Jezusa

Modlitwa do Maryi Matki Nadziei

Z adhortacji apostolskiej "Ecclesia in Europa"
Papieża Jana Pawła ll

 

Maryjo, Matko nadziei,
bądź z nami na naszych drogach!
Naucz nas głosić Boga żywego;
pomóż nam dawać świadectwo Jezusowi,
jedynemu Zbawcy;
spraw, byśmy służyli bliźniemu,
otwierali się na potrzebujących,
wprowadzali pokój,
z zapałem budowali świat bardziej sprawiedliwy;
wstawiaj się za nami, którzy działamy w historii,
pewni, że plan Ojca się wypełni.


Pełny tekst modlitwy...

Milczeć kiedy trzeba i mówić kiedy trzeba

(kazanie wygłoszone z okazji Dnia Życia Konsekrowanego, Ełk, 30.01.2021)

Bracia i Siostry, dzisiaj, gdy gromadzimy się w kaplicy ełckiego Seminarium Duchownego, by przeżywać Diecezjalny Dzień Osób Konsekrowanych, czytamy Ewangelię o ofiarowaniu Pańskim.

Jak mówią nasi bracia prawosławni w tej scenie i w tym wydarzeniu spotykają się Stary Testament z Nowym, Prawo z Ewangelią, a dawna świątynia, ta z kamienia, stojąca w centrum Jerozolimy, ze świątynią nową, którą jest sam Chrystus Pan, pragnący być nie tylko w centrum jednego miasta i nie tylko w centrum całego świata, ale który chce być w centrum serca każdego człowieka!

Tak, stary prorok Symeon już może odejść w pokoju, może się usunąć, jak później usunie się i Jan Chrzciciel, ostatni z proroków, bo przychodzi Ten, na którego wszyscy prorocy wskazywali i o którym prorokowali! Oczy Symeona ujrzały światło, światło zbawienia dla wszystkich narodów i chwałę Izraela! Właśnie dzieje się to, o czym śpiewaliśmy w pięknym Psalmie 24: bramy podnoszą swe szczyty, unoszą się odwieczne podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały”. Prawo żydowskie nakazywało rodzicom przyjść do świątyni czterdzieści dni po urodzeniu chłopca, aby przedstawić Go Panu, albo tłumacząc dosłownie ten nakaz Prawa: aby postawić Go przed Panem, by zrozumieli, że to Pan jest jego prawdziwym i pierwszym Ojcem. I rodzice tamtej epoki to wiedzieli. Wiedzieli coś, czego dziś już często rodzice wiedzieć nie chcą: że dziecko, które poczęli i urodzili nie jest przede wszystkim ich dzieckiem, lecz dzieckiem Bożym, a oni – rodzice - zostali jedynie poproszeni przez Boga, aby pomogli Mu w przyjściu tego – Bożego dziecka – na świat. Gdyby dziś każdy rodzic tak przeżywał tę fundamentalną prawdę inaczej by wyglądała sprawa aborcji, bo któżby się wówczas ośmielił powiedzieć: „mój brzuch – moja sprawa”, inaczej by wyglądało wychowanie religijne dzieci i młodzieży, które w wielu rodzinach katolickich jest całkowicie zmarginalizowane, zlekceważone, a nawet zeszło gorzej niż na psy, bo tresurze psów poświęca się nierzadko więcej uwagi niż katolickiemu wychowaniu dzieci. I na pewno byłoby dziś więcej powołań do kapłaństwa i życia zakonnego, bo młodzi ludzie nie słyszeliby od swoich rodziców tego, co usłyszał jeden z młodych ludzi od swojego ojca: „dopóki będziesz u tych eunuchów, nie chcę mieć z tobą nic do czynienia”.

Maryja i Józef przynoszą Jezusa do świątyni i ofiarowując Go Bogu, mówią: On nie jest przede wszystkim nasz, On jest przede wszystkim Twój! Ale w tej samej chwili, gdy Oni przedstawiają Jezusa Bogu, dzieje się coś znacznie więcej: także Bóg przedstawia Jezusa ludziom, a robi to przez tych dwoje staruszków. Najpierw przez Symeona, który potwierdza Maryi, to, co usłyszała w dniu Zwiastowania, że Jezus jest Synem Najwyższego, że będzie panował nad domem Izraela, a Jego panowaniu nie będzie końca, że jest przeznaczony na upadek i na powstanie wielu i że będzie cierpiał, a Ona wraz z Nim. Jej duszę przebije ostry miecz bólu. I potwierdza Józefowi, to co On usłyszał tamtej nocy, gdy chciał oddalić Maryję, że to, co się w niej poczęło jest z Ducha Świętego. Także przez prorokinię Annę Bóg przedstawia Jezusa wszystkim, którzy tamtego dnia byli w świątyni jerozolimskiej. Ona Go wysławia i mówi o Nim tym, którzy oczekiwali wyzwolenia Izraela. Tę posługę Symeona i Anny podejmuje Autor listu do Hebrajczyków, który już nie tym w jerozolimskiej świątyni, ale nam w tej ełckiej świątyni, przedstawia Jezusa. Mówi o Nim w tych pięknych, usłyszanych przed chwilą słowach. Przede wszystkim, że Jezus przyszedł na ziemię po to, by pokonać diabła i uwolnić wszystkich, którzy są w jego niewoli, czyli w niewoli grzechu, że Jezus jest miłosierny i wierny, że przychodzi nam z pomocą i że nas przygarnia. Jakie piękne przedstawienie Jezusa.

Bracia i siostry, gdy, jako osoby konsekrowane spotykamy się z w okazji naszego święta, dziś, tzn. w roku 2021, chciałbym zatrzymać się też razem z wami na postaci św. Józefa, jako, że mamy w Kościele Rok Jemu poświęcony. Jestem osobiście bardzo szczęśliwy z tego powodu, że papież dał nam ten czas, nie tylko dlatego, że Józef jest moim osobistym Patronem, ale przede wszystkim dlatego, że jest moim ukochanym świętym i to świętym wciąż nieodkrytym, że zawsze bierze „najcięższy koszyk”. Tak, Józef dźwiga zawsze najcięższy z życiowych koszyków. To nieczęste. Zwykle czekamy, by wziął go ktoś inny... Najcięższych z koszyków, z życiowych koszyków zwykle nikt nie chce. Nie mogąc mówić o każdej z cech św. Józefa, chciałbym dziś, w kontekście osób konsekrowanych podkreślić jego milczenie. Bo milczenie Józefa, paradoksalnie, mówi o nim bardzo dużo. Jest bardzo wymowne. Jak milczenie papieża Franciszka w Auschwitz, gdy nie powiedział ani jednego sława, a potem przez wiele dni, mówiono na temat tego, co powiedział swoim milczeniem. Józef nie jest niemową, podobnie jak papież Franciszek. Nie na migi przecież Józef złożył Maryi ślubowanie, nie na migi szukał miejsca w Betlejem, a potem w Egipcie, nie na migi nazwał Jezusa imieniem, które przekazał mu anioł. W tych i wielu innych sytuacjach Józef się przecież odezwał. A jednak jego słowa nie są cytowane przez Ewangelistów. Cytowanych jest tyle słów ludzi, którzy przemkną jedynie przez karty Ewangelii, pojawią się tam na jedną chwilę, ba cytowane są słowa diabła. A Józefa nie! A jednak jego milczenie jest bardzo wymowne. To nie jest milczenie kogoś, kto nie ma wiedzy, nie jest milczeniem człowieka niezorientowanego, który nie ma nic do powiedzenia, ani nie jest milczeniem człowieka zakompleksionego, który się boi otworzyć ust, ani milczeniem kogoś, kto się wstydzi. Nie jest to też milczenie pyszałka, który jak bohater filmu „Psy”, powie wulgarnie: „Nie chce mi się z wami gadać”.

„Można milczeć i milczeniem kogoś ranić”, pisał ks. Twardowski. Nie takie jest milczenie Józefa. Jego milczenie to milczenie mędrca, tego, o którym mówi ks. Mądrości Syracha: „niejeden bywa milczący, a on jest mądry (…). Bywa milczący uznany za mądrego (…). Człowiek mądry milczeć będzie do stosownej chwili” (20,15.7).

Milczenie Józefa odsłania jego skromność, pokorę, dyskrecję, czułość, łagodność, powściągliwość, delikatność. Czy zauważyliście, że zawsze, gdy Józef pojawia się na stronicach Ewangelii, panuje klimat pokoju ciszy, dyskrecji. Wszystko jest wysubtelnione…

Przede wszystkim jednak milczenie Józefa to milczenie zasłuchania. Ponieważ Józef milczy – dlatego słucha. I ponieważ słucha – dlatego milczy!

Jako pobożny Żyd, musiał po wielokroć recytować słynną modlitwę Szema Izrael. Każdy Żyd po bar micwa, był obowiązany odmawiać ją dwa razy dziennie, a dla większego skupienia zakrywał prawą ręką oczy. Ta modlitwa utkana była z wersetów Tory wypowiadanych bez przerw, uważnie, głośno i zrozumiale. Znamy ją dobrze, bo jest częścią naszej LG (to lectio  Komplety po I Nieszporach, a więc odmawianej w sobotni wieczór): „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu” (Pwt 6,4-7). „Niech pozostaną w twym sercu te słowa w dzień, w nocy, w domu i podróży. Nauczaj ich twoich synów. Żeby tak głęboko przyjąć słowo, przyjąć je do serca, by tam pozostało, potrzebne jest milczenie. I takie właśnie było milczenie Józefa i o takie milczenie chodzi w naszym życiu. O milczenie nie dla milczenia, ale dla Słowa! Ponieważ Józef w takim milczeniu przyjmuje Słowo, przyjmuje je głęboko. „W nawróceniu i spokoju, powie Bóg przez Izajasza, jest wasze ocalenie. W ciszy i spokoju leży wasza siła” (Iz 30, 15b), powie prorok Izajasz.

„Aby słuchać koniecznie trzeba zamilknąć, napisał kard. Sarah w swej książce Moc milczenia. Nie mówię tylko o pewnego rodzaju przymusie fizycznego zamilknięcia, w którym nie przerywa się komuś wypowiedzi, ale o milczeniu wewnętrznym(…).

Milczenie słuchania jest uwagą, darem z siebie, marką moralnej elegancji”. Józef jest niezwykle elegancki. Przyjęte przez niego Słowo w milczeniu i spokoju, dało mu siłę do podjęcia konkretnych decyzji. Józef po przebudzeniu mógł powiedzieć za Psalmistą: „w twojej światłości oglądam światło (por. Ps 36,10).

Oby tak było w naszych zakonnych wspólnotach, a jeszcze bardziej w naszych zakonnych sercach. Oby była w nas postawa milczenia, po to, by przyjąć Słowo i by Słowu powiedzieć „fiat”. Ale też, obyśmy umieli właściwie używać naszych słów. Papież Franciszek wielokrotnie przestrzega nas przez plotkowaniem, obmawianiem, oczernianiem, które zatruwa nasze zakonne wspólnoty. Papież mówi, że takie słowa są jak granat z opóźnionym zapłonem. Rzucasz, uciekasz, a granat potem wybucha i dokonuje ogromnego zła, o którym ty sam już nie wiesz, bo jesteś daleko. Gdybyśmy te minuty, które przeznaczamy na prokurowanie niepotrzebnych słów, przeznaczyli na modlitwę, bylibyśmy o tyleż bardziej spokojni i głębocy, mądrzy i skuteczni Bylibyśmy święci!

Św. Franciszek Salezy w sławnej Filotei powie cenne słowa:: „ktoś jeden oddaje się postom, uważa się za pobożnego, dlatego że pości, chociaż serce jego pełne jest złości i uraz; nie odważy się umoczyć języka w winie, a nawet w wodzie, przez wstrzemięźliwość, a nie zawaha się pogrążyć we krwi bliźniego obmową i oszczerstwem. Inny będzie uważał się za pobożnego, bo codziennie odmawia wiele modlitw, chociaż potem język jego zatapia się w słowach zgryźliwych, zarozumiałych, obelżywych i niesprawiedliwych względem swoich domowników i sąsiadów. Inny bardzo chętnie sięga do sakiewki, aby dać jałmużnę ubogiemu, ale nie może zdobyć się na słodycz serca, by powiedzieć coś dobrego o bliźnim (…). Tych wszystkich ludzi zazwyczaj uważa się za pobożnych, jednak takimi bynajmniej nie są. […]”.

Bracia i Siostry, jest jednak pewien moment, który jest niestety nierzadko obecny w naszych wspólnotach zakonnych, a wobec którego nie powinniśmy nigdy milczeć. Chodzi o sytuacje jakiejkolwiek przemocy. Naturalnie rzadko kiedy jest to przemoc fizyczna, jesteśmy na to zbyt wychowani i zbyt wyrachowani. Jednak przemoc fizyczna nie jest przecież jedynym rodzajem przemocy. Gdy podwładna słyszy od swej przełożonej: siostra nie ma żadnego talentu, albo: siostra wszystkie swoje talenty zniszczyła, to to nie jest przemoc? Gdy ktoś jeden jest we wspólnocie faworyzowany, a inny marginalizowany, stale, nieustannie, bez innego powodu niż upodobanie przełożonego, to to nie jest przemoc? Gdy ktoś jeden, albo cała wspólnota nie może się odezwać, czegoś powiedzieć, podzielić się swoim rozeznaniem, bo przełożony, albo przełożona uważa, że jak Bóg wie wszystko i z nikim się nie liczy, to to nie jest przemoc? Wobec takich i mnóstwa innych sytuacji, w których widzisz, że ktoś jest nieszanowany, nieuznawany, niszczony, że się z kimś nie liczy, nie wolno ci milczeć! Bo wtedy jest się współuczestnikiem ewidentnego zła, wtedy nasze klasztory przypominają prosektoria: miejsca zimne, surowe, nieprzyjazne i bez życia, gdzie jeden drugim się nie interesuje. Myśli i mówi, że ma swoje życie, a tak naprawdę ma swoją śmierć. Także, gdy to my jesteśmy ofiarą czyjejś wewnątrzzakonnej przemocy wyrażającej się w słowie, albo w bezsłowiu, w lekceważeniu i w jakiejkolwiek formie niesprawiedliwości, trzeba zaprotestować, powiedzieć jak Jezus: „jeśli dobrze zrobiłem, dlaczego mnie bijesz, a jeśli źle, udowodnij to”. Trudno, najwyżej straci się święty spokój, albo jakieś inne pozorne i powierzchowne dobra. Twarz trzeba zawsze bardziej chronić niż stołek. Siebie, niż swoje pozycje. Jeśli z powodu stołka, cierpi twarz, to ten stołek jest nic niewarty. Jeśli zaś jesteśmy przełożonymi, to bardzo baczmy na to, jakiego typu milczenie panuje w naszych wspólnotach? Czy jest to milczenie wynikające z przyjęcia i otwarcia na Słowo, milczenie modlitwy, milczenie Józefa, czy też milczenie gniewu, obojętności i złości, milczenie pokonanych i zakneblowanych. Baczymy na to, czy nasze współsiostry, lub współbracia, nie zaczynają swobodnych rozmów miedzy sobą dopiero wtedy, gdy my wyjdziemy z pokoju i zmieszani nie przerywają ich, gdy my do pokoju wejdziemy? Baczymy na to, czy nie przyczyniamy się do przemocy we wspólnotach przez to, że traktujemy naszych podwładnych według kryterium: lubię, nie lubię, nie zaś: prawda - fałsz, dobro - zło. Ciebie lubię, więc ty masz, ciebie nie lubię, więc ty nie masz. Ciebie lubię, więc na twoje złe zachowanie przymykam oko, ciebie nie lubię, więc przymykam oko na to, co robisz dobrego. To prowadzi do totalnej patologii życia zakonnego i każdej wspólnoty, uśmierca jej apostolstwo i generuje wielką przemoc.

„Pan Bóg zastępów. On jest królem chwały...”

Bracia i siostry, tak śpiewaliśmy przed chwilą, powtarzając słowa psalmu 24. Treścią tego psalmu, śpiewanego prawdopodobnie przy wnoszeniu Arki do świątyni jest ów udramatyzowany dialog:

Bramy, podnieście swe szczyty i unieście się, prastare podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały.
Któż jest tym Królem chwały?
Pan, dzielny i potężny, Pan, potężny w boju
Bramy, podnieście swe szczyty i unieście się, prastare podwoje, aby mógł wkroczyć
Król chwały!
Któż jest tym Królem chwały?To Pan Zastępów: On sam Królem chwały.


Tam są też wersety, których dzisiaj nie usłyszeliśmy:

Kto wstąpi na górę Pana, pyta psalmista,
Kto stanie w Jego świętym miejscu?

I natychmiast odpowiada: Człowiek o rękach nieskalanych i o czystym sercu, który nie skłonił swej duszy ku marnościom i nie przysięgał fałszywie. Taki otrzymabłogosławieństwo od Pana i zapłatę od Boga, Zbawiciela swego.

Oby to był duchowy portret wszystkich osób konsekrowanych. Obyśmy byli ludźmi o nieskalanych rękach, o czystym sercu, nie lgnący do marności. Tymi, którzy nie mówią nic fałszywie, nie przysięgają fałszywie, także za chwilę, gdy odnowią konsekrację i którzy nie żyją fałszywie.

Niech nam w tym pomoże św. Józef, którego przyzywajmy teraz modlitwą papieża Franciszka z Listu Patris corde:

Witaj, opiekunie Odkupiciela,
i oblubieńcze Maryi Dziewicy.
Tobie Bóg powierzył swojego Syna;
Tobie zaufała Maryja;

z Tobą Chrystus stał się człowiekiem.
O święty Józefie, okaż się ojcem także i nam,
i prowadź nas na drodze życia.
Wyjednaj nam łaskę, miłosierdzie i odwagę,
i broń nas od wszelkiego zła. Amen.

+ Adrian J. Galbas SAC